Paris Paris

Jadę do Paryża na tydzień. See You ;*

Lovemylife./Sesjasoon :)

Czasami jesteś jak cień, który pełznie za mną
ściana za ścianą.
Czasami jak łza,
przyklejasz się do rzęs.
Patrzysz mi prosto w zwężone do granic możliwości źrenice.
Przyzwyczajam się do tej szalonej intymności między nami.
Jedność to za mało.

Potem znikasz.
A łzy odrywają się i rozbijają o policzki.
Trochę mnie boli w środku.
I tęsknię.

Stare zdjęcie i stary tekst.
A tak poza tym, to widziałam się dziś z Rudzielcem. Cały dzień śmigałyśmy po Warszawie jej bryką, robiłyśmy sobie zimne łokcie i puszczałyśmy muuuzę na cały regulator.
Potem pojechałyśmy do wesołego miasteczka i znów poczułam, że umiem latać.
Kocham karuzele łańcuchowe.
I jakoś tak dzisiaj bardzo kocham moje życie. Ale nie ma obaw, zapewne do jutra ten entuzjazm mi minie i wszystko wróci do normy. :P

(Znowu oglądałam teledysk do “Earth Song” Jacksona i znowu, znowu, znowu się poryczałam jak bóbr. :( )

A pojutrze sesja! W końcu się doczekałam porządnego zlecenia. Lipa, wspólnik-wizażystka będzie obecna i zrobi mi modelkę na bóstwo.
Szukam kozła ofiarnego, który nam zrobi backstage’owy filmik, są chętni? :P

Wind of Change.

To takie niesamowite uczucie, kiedy przez wiele wiele lat jesteś szczęśliwy, ale wiesz i czujesz, że nie wszystko jest ok. Kiedy pamiętasz coś, co zmieniło wszystko, sprawiło, że świat rozpadł się na kawałki, rozsypał i rozwiał we wszystkie strony. Żyjesz “normalnie”, ale kilku części nadal boleśnie brak.
I nagle decydujesz się i robisz coś, czego się panicznie bałeś, ale co ma moc zmian.
I może być tak, że świat obróci się w całkowity proch bez szans na sklejenie.

Albo tak, że nagle wszystko obraca się i wraca, leci do Ciebie i powoli odłamek za odłamkiem skleja spowrotem w jedną całość.
Odwraca nogami do dołu i jest.
Wszystko na swoim miejscu.

Tęsknota wylewała się ze mnie hektolitrami.
I nagle przestała.
Popłynęło tylko kilka łez.
Ale z uśmiechem. Takich ciepłych.
Nareszcie…

Następna strona »