Szpacer po Warszafce + 10.

Młody mnie wyciągnął dzisiaj na spacer. Przerwa w zakuwaniu mi się przydała, fantastycznie mnie rozkojarzyła i dalsza nauka po powrocie szła do bani :D
Ale i tak było warto. Mała kawa w CH i chamskie ploty przez dwie godziny. ;)
Czuję się trochę lepiej. Mniej zafiksowana. Boję się jak diabli, bo to już tylko 65 dni. Mam wrażenie, że nie jestem przygotowana do NICZEGO.
To źle.

Wczoraj (bo ja jak zawsze piszę po nocy, więc data już o dzień do przodu:P) stuknęło Nam 10 miesięcy.
I jestem cholernie szczęśliwa :)

A ze spaceru warszawskiego z Marcysiem…


Młody, kocham Cię :D


A oto rzecz niesamowita, wystawa sklepu na Chmielnej… A na niej czerwony moherowy beret z wielkim czarnym pająkiem! :D
Po lewej zachwycony Marcin, po prawej fotę strzelam ja ;P


Lubię takie słońce… Prosto w oczy, bezczelne i ciepłe.


I lubię, jak zagląda Mu do pokoju i tak cudnie oświetla wszystko wokół. Lubię ten pokój, to miejsce.
Tego Pana, co tam mieszka, też bardzo lubię… :)


I lubię CoffeeHeaven.
White Chocolate Mocha i Marcin.
Uśmiech. Z Tobą zawsze :)

Finito. Dziękuję. Było super.
Byle do weekendu. Będzie jeszcze raz! ;)

Dodaj komentarz