Coma “Anioły”

Czasem się zestanawiam, co by było, gdybym szczerze opowiadała ludziom o moich problemach i obawach. Gdybym tak waliła prosto z mostu o tym, co mnie boli, a nie robiła dobrą minę do złej gry ze słowami “doła mam, ale przejdzie”.
Ciekawa jestem, jak postrzegaliby mnie inni, gdyby na prawdę widzieli moje łzy. Ile nagłej, niepohamowanej litości?

Dziś wyjątkowo wszystko doprowadza mnie do łez.
Ale jedną dobrą naukę otrzymałam od mamy, jednej z najsilniejszych kobiet, jakie widziałam w życiu.

Płacz w ukryciu. Nie okazuj słabości.
To uczy samodyscypliny. I pozwala wyładować tyle emocji, ile potrzeba.
Czasem mam wrażenie, że moje życie nigdy, przenigdy nie będzie takie, jakie chciałabym, żeby było.

Jakby mój pociąg właśnie odjechał mi sprzed nosa.

Pokonam trudy, mozoły czy będzie gorzej, czy lepiej
Uświęcę słowem anioły, one pomogą mi wzlecieć
Na pewno jesteś, bo wierzę
Ukrywasz skrzydła wtulone
Zechciej mnie zabrać ze sobą
Jeżeli jesteś
Aniołem
Na pewno tęsknię i czekam
Na pewno nie wiem co dalej
Jeżeli słyszysz nie zwlekaj
Niech wreszcie będzie wspaniale
Pomimo ciszy i cienia
Pomimo strachu i cierpień
Dostąpię łaski spełnienia gdy przyjdziesz do mnie
Nareszcie
Teraz ja sam najmniejszy z was
Nie wiem czy jeszcze zdołam trwać
Czekam na ciebie

Dodaj komentarz