Paris, Studis, Seszyns.
Jakoś nie mogłam się wcześniej zebrać do pisania.
Powróciłam z Paryża cała i zdrowa, z uczuciem paskudnego niedosytu i syndromem wygnania z raju. Jest mi strasznie źle i okropnie tam tęsknię. Chodzenie po tak pięknym miejscu z wycieczką (która była zajebista jednakowoż i pozdrawiam moje dziewczyny, Gosię i Martę! ;)) jest jak lizanie cukierka przez papierek. Niby coś, a jednak nic. Tak, zwiedziłam wszystkie warte zwiedzenia obiekty i zabytki. Taaak, mam milon boskich zdjęć. Taaaaak, cieszę się, że w ogóle mogłam tam pojechać. ALE. Prawdziwy czar, urok i piękno tego miasta można poznać tylko i wyłącznie poprzez wolne, swobodne spacerowanie, podziwianie uliczek, kawiarenek, budynków i ludzi. Atmosfera składa się na tysiące maleńkich kawałeczków, z których na wycieczce objazdowej poznać można zaledwie kilka. Dlatego cieszę się, ale mam niedosyt.
Choć w jedym założeniu utwierdziłam się dzięki temu wyjazdowi na amen. Od października pędzę na intensywny kurs francuskiego. I wrócę tam. Na znacznie, znacznie dłużej. Obiecuję to sobie.
Punkt drugi dzisiejszego programu to moje studia. Dostałam się w oba miejsca, do których złożyłam papiery. Wybrałam jedno z nich. Oczywiście całkowicie wbrew oczekiwaniom moich rodziców, ale za to z dużym poklaskiem przyjaciół ;P
Tak więc od października mam zamiar studiować zaocznie na kierunku Zarządzanie i Marketing, specjalizacja Reklama. Postanowiłam odpuścić sobie jednak biologię, ponieważ spędzenie życia w laboratorium może i było marzeniem mojej mamy, a ja długo chciałam iść w jej ślady, jednak to chyba nie dla mnie.
Pożyjemy, zobaczymy, może po pierwszym roku coś mi jeszcze zaświta ;p
Po trzecie – zdjęcia.
Po powrocie miałam zamiar wziąć się za swoje portfolio i w końcu je uzupełnić, po czym wystawić na widok publiczny na mojej stronie. Strona powstanie, jak powstanie portfolio, więc jeszcze trochę… ;)
Natomiast kilka sesji już za mną, efekty mnie cieszą, więc jest ok.
A jutro pierwsza z umówionych sesja z klientem, i can’t wait.
A humor mam dość podły, więc żeby go sobie poprawić poszłam na zakupy.
Zakupiłam różowy segregator, coby ładnie prowadzić na uczelni notatki (LOL, pojeb.), a także nowe NERDowe okularki, które prezentuje poniżej mój drugi poprawiacz humoru, w postaci mojej przyjaciółki. :P
Zdjęcia z Paryża później. ;)

:D